Flat Preloader Icon

Aborcji nie musimy się wstydzić.

Aborcyjny coming out to praktyka znana na całym świecie służąca destygmatyzowaniu aborcji. Dołącz, czytając przesłane do nas historie oraz dzieląc się własnymi doświadczeniami związanymi z aborcją lub wsparciem bliskiej osoby podczas aborcji. Aborcja to całe spektrum różnorodnych doświadczeń.

Pokażmy je światu!

W wieku 25 lat zrobiłam aborcję, kiedy zawiodła antykoncepcja. Miałam założoną niehormonalną wkładkę domaciczną przez około 3 lata, a czas jej stosowania miał wynosić około 5 lat. Kilka miesięcy przed aborcją przeszłam badanie kontrolne wkładki wewnątrzmacicznej. Mój partner i ja mieliśmy wówczas 3,5-letnie dziecko i nie planowaliśmy kolejnego, ale pomimo stosowania antykoncepcji nie udało mi się uniknąć aborcji.

Usunięcie ciąży było wskazane medycznie ze względu na wkładkę, dlatego było opłacone z ubezpieczenia zdrowotnego. Sam zabieg został przeprowadzony ambulatoryjnie w znieczuleniu. Aborcja wraz z usunięciem wkładki została wykonana przed 8 tygodniem od zapłodnienia. 

Moja rodzina, oczywiście z wyjątkiem mojego partnera, nie wie o zabiegu i nie zamierzam im o tym mówić w najbliższym czasie.

Mam bardzo zwyczajną historię aborcji, nie dramatyczną, prawdopodobnie taką, którą ma więcej kobiet niż nam się wydaje. Miałam absolutnie okropny związek z manipulującym narcyzem 12 lat starszym ode mnie, kiedy ja miałam 20 lat. Ten związek prawie kosztował mnie życie, a przynajmniej zdrowie psychiczne na kilka dobrych lat. Byłam głupia od początku do końca – uprawialiśmy seks bez zabezpieczenia przez dwa lata, ponieważ on nie chciał inaczej. Po dwóch latach wpadliśmy. Na myśl o związaniu się z tym mężczyzną na całe życie i zrujnowaniu życia trzeciej osobie, nie wahałam się ani chwili. To był szybki zabieg ambulatoryjny, obawiałam się wyrzutów sumienia lub konsekwencji zdrowotnych, ale one nigdy nie nadeszły.

Dziś, 14 lat później, mam zdrowego 6-letniego syna, który został poczęty i dorasta w miłości, a ja nigdy nie czułam się lepiej. 🙂

Miałam aborcję, ale w Niemczech, bo tam mieszkam od 10 lat. Ciąża była efektem, moim zdaniem, złego doboru metody antykoncepcji przez lekarza – zalecił i zastosował miedzianą wkładkę domaciczną, ale jest ona niekompatybilna z kubeczkiem menstruacyjnym, o czym mnie nie uprzedził. Najprawdopodobniej z powodu próżni w kubeczku zaszłam w ciążę nawet z założoną wkładką. Lekarz wykonujący zabieg skomentował, że umieszczanie miedzi w ciele kobiety jest praktyką należącą do średniowiecza.

Zabieg odbył się w przyjemnej atmosferze i bez żadnych problemów. Poddałam się znieczuleniu ogólnemu, które było sporym obciążeniem dla mojego organizmu, ale dało się je znieść. Jestem wdzięczna, że rok po urodzeniu córki nie musiałam ponownie być w ciąży i że mogłam mieć wybór. Zabieg był nawet objęty ubezpieczeniem w Niemczech, ponieważ byłam na urlopie rodzicielskim z córką.

Dodam jeszcze, że zrobiłam to głównie dla dwójki moich dzieci, ponieważ gdyby dziecko urodziło się rok po mojej drugiej córce, wiem, że dzieci byłyby najbardziej poszkodowane. Nie miałyby mnie w czasie, kiedy najbardziej mnie potrzebowały.

I szczerze mówiąc, właśnie z tego powodu nigdy się nie obwiniałam ani nie żałowałam, ponieważ szczęśliwe dzieciństwo dwójki moich dzieci było po prostu moim priorytetem. Wręcz przeciwnie, utrzymanie ciąży byłoby samolubne.

W wieku 25 lat zrobiłam aborcję, kiedy zawiodła antykoncepcja. Miałam założoną niehormonalną wkładkę domaciczną przez około 3 lata, a czas jej stosowania miał wynosić około 5 lat. Kilka miesięcy przed aborcją przeszłam badanie kontrolne wkładki wewnątrzmacicznej. Mój partner i ja mieliśmy wówczas 3,5-letnie dziecko i nie planowaliśmy kolejnego, ale pomimo stosowania antykoncepcji nie udało mi się uniknąć aborcji.

Usunięcie ciąży było wskazane medycznie ze względu na wkładkę, dlatego było opłacone z ubezpieczenia zdrowotnego. Sam zabieg został przeprowadzony ambulatoryjnie w znieczuleniu. Aborcja wraz z usunięciem wkładki została wykonana przed 8 tygodniem od zapłodnienia. 

Moja rodzina, oczywiście z wyjątkiem mojego partnera, nie wie o zabiegu i nie zamierzam im o tym mówić w najbliższym czasie.

Mam bardzo zwyczajną historię aborcji, nie dramatyczną, prawdopodobnie taką, którą ma więcej kobiet niż nam się wydaje. Miałam absolutnie okropny związek z manipulującym narcyzem 12 lat starszym ode mnie, kiedy ja miałam 20 lat. Ten związek prawie kosztował mnie życie, a przynajmniej zdrowie psychiczne na kilka dobrych lat. Byłam głupia od początku do końca – uprawialiśmy seks bez zabezpieczenia przez dwa lata, ponieważ on nie chciał inaczej. Po dwóch latach wpadliśmy. Na myśl o związaniu się z tym mężczyzną na całe życie i zrujnowaniu życia trzeciej osobie, nie wahałam się ani chwili. To był szybki zabieg ambulatoryjny, obawiałam się wyrzutów sumienia lub konsekwencji zdrowotnych, ale one nigdy nie nadeszły.

Dziś, 14 lat później, mam zdrowego 6-letniego syna, który został poczęty i dorasta w miłości, a ja nigdy nie czułam się lepiej 🙂

Miałam aborcję, ale w Niemczech, bo tam mieszkam od 10 lat. Ciąża była efektem, moim zdaniem, złego doboru metody antykoncepcji przez lekarza – zalecił i zastosował miedzianą wkładkę domaciczną, ale jest ona niekompatybilna z kubeczkiem menstruacyjnym, o czym mnie nie uprzedził. Najprawdopodobniej z powodu próżni w kubeczku zaszłam w ciążę nawet z założoną wkładką. Lekarz wykonujący zabieg skomentował, że umieszczanie miedzi w ciele kobiety jest praktyką należącą do średniowiecza.

Zabieg odbył się w przyjemnej atmosferze i bez żadnych problemów. Poddałam się znieczuleniu ogólnemu, które było sporym obciążeniem dla mojego organizmu, ale dało się je znieść. Jestem wdzięczna, że rok po urodzeniu córki nie musiałam ponownie być w ciąży i że mogłam mieć wybór. Zabieg był nawet objęty ubezpieczeniem w Niemczech, ponieważ byłam na urlopie rodzicielskim z córką.

Dodam jeszcze, że zrobiłam to głównie dla dwójki moich dzieci, ponieważ gdyby dziecko urodziło się rok po mojej drugiej córce, wiem, że dzieci byłyby najbardziej poszkodowane. Nie miałyby mnie w czasie, kiedy najbardziej mnie potrzebowały.

I szczerze mówiąc, właśnie z tego powodu nigdy się nie obwiniałam ani nie żałowałam, ponieważ szczęśliwe dzieciństwo dwójki moich dzieci było po prostu moim priorytetem. Wręcz przeciwnie, utrzymanie ciąży byłoby samolubne.

Anonimowy formularz

Podziel się swoim doświadczeniem i pomóż nam zdestygmatyzować aborcję.

5 + 3 =